wtorek, 24 września 2013

Perełka Yes to blueberries age refresh, czyli balsam do ciała dla skóry dojrzałej.

Balsam do ciała kupiłam w Sephorze, która posiada markę Yes to na wyłączność. Udało mi się go kupić w promocyjnej cenie, w przybliżeniu za 25 zł. Nie wiem ile wynosi cena regularna, jeśli będę w Sephorze postaram się to sprawdzić. Mam nadzieję, że nie zapomnę. Pamięć w moim przypadku, to dosyć wyrachowana służba. Niektórzy zdziwią się, że młoda osoba wybrała właśnie ten produkt, skoro jest przeznaczony dla skóry dojrzałej. Odkąd pamiętam nie robiłam wielkiego zamieszania z przedziałami wiekowymi. Kupuję to, co jest mi potrzebne, co uznam za przydatne i czym chciałabym nakarmić ciało. Bliżej mi myśleniem do kobiet wschodu niż zachodu. Ważna jest dla mnie ocena stanu skóry i zafundowanie jej tego, co potrzebne. W tamtym okresie moja skóra na ciele miała brzydki szary odcień i brakowało jej sprężystości. Potrzebowała regeneracji. Dlatego Yes to blueberries wydał mi się strzałem w dziesiątkę. Właściwości jagód i grapefruita gwarantowały zastrzyk energii, działanie odmładzające i poprawę koloru skóry. Olej tamanu dba o estetyczny wygląd skóry, zbawiennie działając na uszkodzenia i nawilżenie. W zasięgu ręki miałam wszystko, co było mi potrzebne. W 98% naturalny produkt z bogatym składem. Mamy tu jeszcze wosk pszczeli, masło shea, popłoch pospolity, ekstrakt z aloesu, olej słonecznikowy i spilanthes acmella. Przeczytałam na stronie pewnej firmy, która produkuje kosmetyki ze spilanthes acmella, że ta roślina pochodzi z rejonów podzwrotnikowych, a charakteryzuje się aktywnym działaniem ujędrniającym i przeciwzmarszczkowym. Nie znalazłam nazwy w języku polskim. Zaskakująca różnorodność składników wywołuje uśmiech. Nieco blady, bo nie wszystkie składniki mogą pochodzić z ekologicznych upraw. Doceniam natomiast szczerość producenta. Skład został wzbogacony gwiazdkami, które oznaczają certyfikowane, organiczne składniki. Te gwiazdki są dosyć blade. Trzeba mieć dobry wzrok żeby je zobaczyć. Biały, drobny druczek nie jest przystępny dla osób, mających kłopoty ze wzrokiem. Za to minus. Stosowanie balsamu z początku było traumatycznym przeżyciem. Nie chciał się rozsmarowywać. Musiałam nagimnastykować się żeby go równomiernie nałożyć, co dla niektórych pewnie będzie plusem. Z czasem bestia dała się oswoić. Po mniej więcej dwóch tygodniach aplikacja była o wiele łatwiejsza. Używanie tego kosmetyku przywracało skórę do formy. Była coraz bardziej nawilżona i odżywiona, przez co nie stawiała już oporu. Powiem szczerze, że pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego. Takie bardzo widoczne powiązanie współpracy pomiędzy skórą, a balsamem. Widziałam, że ten kosmetyk działa. Jestem tak bardzo zadowolona z balsamu do ciała serii Yes to blueberries, że przymykam oko na składniki niecertyfikowane. Obietnice producenta zostały spełnione. Poza tym produkt oznaczony jest słodkim króliczkiem "cruelty free". Zwierzęta nie muszą się mnie bać.


Opakowanie jest solidne i estetyczne. Gruba tuba dozuje zawartość według uznania. Znajduje się w niej 160 g wydajnego produktu. Solidna szata graficzna długo opiera się ścieraniu, pod koniec używania zdarły się jedynie boczki. Nie miałam problemu z otwieraniem. Nie podoba mi się, że informacje w języku polskim widnieją na stronie internetowej Sephory, a nie na opakowaniu.  Poza tym kosmetyk ma ładny, niedrażniący zapach. Szybko się wchłania i nie brudzi ubrań.


Skład:

Udostępnij ten wpis

4 komentarze :

  1. Widziałam ten krem i miałam go zamiar kiedyś kupić. Jak skończą mi się obecne produkty na pewno przetestuję.
    Dodaję do obserwowanych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy produkt!!!
    Musi pięknie pachnieć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze ten zapach nie jest zachwycający. Mi się tylko podoba :)

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.