poniedziałek, 10 października 2016

INGLOT What a spice! Matowe cienie plus makijaż Cut crease.

W moich zbiorach nie może zabraknąć cieni podszytych rudością, zwłaszcza, że wkraczamy w okres pięknej i złotej jesieni. Uwielbiam orzechowe kolory oraz intensywne i wyraziste brązy błądzące nieco w granicach różu. Przy mojej zielonej tęczówce sprawdzają się znakomicie, ponieważ wydobywają jej głębię. Nie sprawiają, że oko wygląda na przybrudzone, co dla mnie liczy się szczególnie, bo zgaszone odcienie, powodują, że sprawiam wrażenie bardziej zmęczonej niż jestem. Jeśli mam być szczera, przyznam, że w kolekcji What a spice! od INGLOT nie zabrakło, moim zdaniem najpiękniejszych kolorów, na dodatek bardzo modnych w ostatnim czasie. Nic więc dziwnego, że wzbogaciłam się prawie o całą kolekcję. Nie kupiłam jednego cienia, najbardziej intensywnego różu z tej odsłony. Natomiast jeden z wkładów jest miniaturką, ponieważ już go nie było w standardowej pojemności. Na szczęście przy zakupie palety magnetycznej, zdobyłam mniejszego brata, dzięki czemu mam 9 z 10 kolorów.


Zacznijmy od tego, że INGLOT to nasza polska marka, z czego niezmiernie się cieszę, bo kupując rodzime produkty, wzmacniamy naszą gospodarkę. Podkreślę, że bardzo podoba mi się możliwość wolności, w postaci magnetycznych palet i dobierania do nich elementów, według własnego uznania. Co prawda długo broniłam się przed zakupem swojej Flexi, czego nie potrafię logicznie wytłumaczyć. Czasami wiem, że coś jest fajne, ale zanim się zdecyduję, minie troszkę czasu.


Użyte kolory cienii Inglot: 300, 304, 298. Inne kosmetyki użyte do wykonania powyższego makijażu: Miss Sporty eyeliner blue designer Studio LASH DESIGNER, MAC korektor, Miss Sporty tusz Studio LASH DESIGNER, czarna kredka Constance Carrol, baza Lumene, sztuczne rzęsy AliExpress, BhCosmetics cień ciemny fiolet. Inspiracja: ziemia plus kosmos.

Co do jakości cieni Inglot, muszę przyznać, że jest bardzo dobra. Pigmentacja jest rewelacyjna. Kolory bardzo ładnie mieszają się ze sobą, ale nie zlewają się w jedną plamę. Podczas nakładania warto być ostrożnym, jeśli mamy w zamiarze delikatniejszy makijaż, ponieważ uzyskanie mocnego efektu nie jest trudne. W odniesieniu do rozcierania, plastyczności formuły, to tutaj widzę delikatny minus, który zawsze kojarzy mi się z INGLOTEM. Cienie są nieco suche. Co prawda miałam kiedyś brzoskwiniowy cień od tej marki i był pod tym względem jeszcze gorszy, a na dodatek nie trzymał się powieki i nałożenie go wiązało się ze zdenerwowaniem, bo ginął już po kilku sekundach. Tutaj doświadczyłam tylko tego nie do końca przyjemnego odczucia tępości, co wynagradza mi trwałość makijażu. Cienie tracą intensywność bardzo wolno, co na moich przetłuszczających się powiekach, jest wyczynem na miarę zdobycia Mount Everestu. Przez kilka godzin mam naprawdę ładny makijaż, chociaż tu też niemałą rolę odgrywa baza. Jakby jednak nie było, niektóre cienie zachowują się bardziej nieprzyzwoicie, w tych samych warunkach. Na dodatek powiem szczerze, że moja ukochana Zoeva, szybciej gubi nasycenie niż INGLOT.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z zakupu. Kolory wpisały się w mój gust i potrzeby. Nie zawiodłam się na jakości. Gdybym natomiast miała wybrać faworytów to byłyby to numerki: 302 i 298, chociaż pozostałe również są przepiękne i potrzebne, bo złożoność makijażu czyni go wyjątkowym. A czemu akurat te dwa kolory? Bo to odcienie, które pięknie podkreślają kolor zielonych oczu, przez co pojawiają się najczęściej w moim makijażu. Na dodatek są uniwersalne. Odnajdują się zarówno przy szarych, niebieskich jak i brązowych tęczówkach. Jeśli zastanawiacie się czy spróbować, zawsze można zakupić tylko jeden cień i go przetestować. Cena jednego wkładu wynosi 15 złotych. I na koniec dodam, zmieniając temat, że pierwsze zdjęcie wykonałam z użyciem książki "Mały Książę", której ilustracje wykonała Manuela Adreani.

Udostępnij ten wpis

21 komentarzy :

  1. Cudne te kolory. Ta kolekcja powala, więc chyba muszę się wybrać do swojego Inglota.

    OdpowiedzUsuń
  2. Są przepiękne :) tez lubie rudosci na oku , szkoda ze trochę tępe ale mimo wszystko zachwycają

    OdpowiedzUsuń
  3. Są przepiękne :) tez lubie rudosci na oku , szkoda ze trochę tępe ale mimo wszystko zachwycają

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny makijaż :). Same cienie bardzo na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podobają mi się te cienie szczególnie te rude, piękne makijaże! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super kolory :) ja mam paletkę ale z kilkoma cieniami jasnymi i chyba dwoma ciemnymi, kupiłam gotową :)

    OdpowiedzUsuń
  7. makijaż jest bardzo ciekawy, ładny, dość mocny, nie miałam nigdy i nie mam cieni z Inglota

    OdpowiedzUsuń
  8. Inglot ma najlepiej napigmentowanie cienie ever, przecudne kolory! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mi się podoba ta kolekcja:).
    Zauważyłam właśnie, że jakość cieni Inglota jest nierówna. Mam 10 cieni tej marki i nawet w obrębie jednego wykończenia zdarzają się różne formuły: część cieni jest miękka i bardzo plastyczna, a pozostałe są suche:/.
    PS. Świetny makijaż <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Natomiast te będą gdzieś po środku :)

      Usuń
    2. Dlatego właśnie mam ochotę na jakiś rudobrązowy cień z tej kolekcji;).

      Usuń
  10. Ta seria faktycznie udana kolorystycznie. Piękny makijaż!

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobają mi się odcienie. Makijaż również robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna kolekcja. Te kolory są naprawdę udane.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny makijaż:) mam nadzieję, że kiedyś też dojdę do takiej perfekcji! też mam ten żelowy eyeliner z miss sporty, fajnie się u mnie sprawuję, świetna trwałość i aplikacja:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękny, perfekcyjny makijaż! Ostatnio jestem bardzo zainteresowana tymi cieniami, bo mimo że mam sporo różnych w swojej kolekcji, to jednak przetestowanie tej niesamowitej kolekcji kusi. Zakupoholizm zmaga się z rozsądkiem. ;)
    Ah, pierwsze zdjęcie jest przeurocze!

    OdpowiedzUsuń
  15. Śliczny makijaż! I widzę też piękne paznokcie :)))

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.