niedziela, 12 lutego 2017

Ulubieńcy roku 2016! Kosmetyki, które zrobiły rewolucję! Pielęgnacja twarzy.

Przychodzę nieco późno, wybaczcie. Ostatnio miałam trudniejszy czas, dlatego aktywność na moim blogu była słaba. Przepraszam za to najmocniej, aczkolwiek człowiek jest tylko jeden, doba ma 24 godziny, a mózg pewien stopień wytrzymałości. Mam nadzieję, że przeszliśmy już w salonie przez czas zerwanych ścięgien i i innych zdrowotnych kontuzji, więc znajdę czas na pisanie. Natomiast bardzo chciałam skrobnąć post o ulubieńcach minionego roku, ponieważ wyłania on największe perełki, dlatego w natłoku zajęć, zasiadam przed komputerem. Tak więc zaczynamy!


PIELĘGNACJA

1. Największe odkrycie tego roku. Miłość na długo... Do czego? Do maseczek w płachcie! Odmieniły stan mojej skóry i nie wyobrażam sobie tygodnia bez chociaż jednej wieczornej terapii tymi cudeńkami. Swoje działanie najlepiej pokazują po przespanej nocy, kiedy nakładam koszulkę wieczorem. Budzę się w cerą uspokojoną i mocno nawodnioną, jeśli użyje jednej z moich ulubionych maseczek, bo oczywiście nie wszystkie są tej samej jakości. Za najlepsze uważam te firmy Dizao (z dołączonym serum) , mają piękne składy i są wielkie, bo zakrywają też dekolt! Jeśli się na nie skusicie, zdradzam, żebyście nie przemywali twarzy wodą, tak jak radzi producent, ponieważ pogarsza to stopień nawilżenia.

2. Żel aloesowy Skin 79
Jeden z najlepszych żeli aloesowych. Ja posiadałam wersję starszą z 92% ilością aloesu, teraz w sprzedaży, jest kosmetyk ze zwiększoną ilością tej cudownej, zielonej rośliny. Łagodzenie, ukojenie, nawilżenie i przede wszystkim nie ma mowy o zapychaniu. Uwielbiam, a moje wrażliwe policzki mają się coraz lepiej. Jako ciekawostkę zdradzę, że prawie zawsze dodaje do tego żelu kropelkę oleju z pestek truskawki, dzięki czemu otrzymuję emulsję, którą nakładam zamiast kremu. Moja  skłonna do przetłuszczania się skóra, więcej nawilżenia w lato nie potrzebuje, jeśli raz w tygodniu nałożę jeszcze maseczkę w płachcie. Na zdjęciu widzicie żel od Holika Holika, ten też jest fajny i z racji wykończenia ulubieńca, korzystam z tego, ale jest ciut słabszy niż Skin79.

3. Maska dziegciowa Bania Agafii
Czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o tej maseczce, taniej jak barszcz, ale super skuteczniej? Pięknie oczyszcza (tak, że na nosie, na białej warstwie, pojawiają się oleiste kropeczki, czyli nasze sebum jest przez tę magiczną papkę mocno absorbowane). Delikatnie wyrównuje koloryt, a przy tym mnie nie podrażnia. Jeden z kosmetyków, który pomaga mi w walce z niedoskonałościami i naprawdę widzę rezultaty.

4. Olej do demakijażu GoCranberry, zmywany żelem z Irysem EC LAB
I jak już jesteśmy przy oczyszczaniu, nie może zabraknąć duetu, który zminiejszył wydzielanie sebum, a także odpowiada za mniejszą ilość czarnych kropeczek na nosie. Razem z wyżej opisaną maseczką dziegciową, stanowią zespół bezlitosny dla wągrów. Jeszcze nigdy nie byłam tak wierna kosmetykom, jak tym dwóm. Używam ich najprawdopodobniej już od roku i widzę ogromną poprawę skóry. Codzienne wieczorne OCM pozwoliło mi zminimalizować uszczerbki na urodzie skóry. Jeśli boicie się, że olej was zapcha, przestańcie, bo wszystko dogłębnie zmywa się żelem z EC LAB i kiedy wytrzecie twarz, nie ma żadnej tłustej powłoczki. Pokonajcie barierę umysłową, bo gdy ja to zrobiłam, czekało na mnie zwycięstwo. I tak, trzeba na nie poczekać, bo nie ma nic od razu, ale warto. Osobiście dopiero po kilku miesiącach zauważyłam znaczną poprawę. Oczyszczanie to podstawa, pamiętajmy o nim każdego dnia.

5. Alpha-H Liquid Gold tonik z kwasem glikolowym
Na problem otwartych zaskórników recepta znajduje się wyżej. A jak walczyć z tymi podskórnymi? Niestety jak już się pojawią, to niewiele zrobimy, bo można tylko przyśpieszyć proces ich gojenia. Ja wychodzę z założenia, że najskuteczniejsze jest zapobieganie. I tu najlepiej sprawdza się złuszczanie, które  przeciwdziała zaczopowaniu się ujść gruczołów łojowych. Dlatego raz w tygodniu przemywam skórę tonikiem z kwasem, a gdy widzę gorszy czas, powtarzam tą czynność za trzy dni, ale tylko na strefie T. I jest dobrze. Moja skóra od czasów gimnazjum, nie była w lepszym stanie.

6. Stenders balsam do ust z masłem shea, wersja Grapefruit
EOS się chowa! Zachęcona pozytywnymi recenzjami kupiłam różowe jajeczko i się ogromnie rozczarowałam, bo spodziewałam się po nim świetnego działania. Na szczęście na ratunek przyszedł pięknie pachnący lip balm marki Stenders. Świetnie odżywia i pozostawia usta przyjemnie mięciutkie.

7. Płyn micelarny Sylveco z lipą
Świetny, delikatny i ma działanie łagodzące. Zawiera lipę, która ma działanie okluzyjne, dzięki czemu nie przesusza. Jedyny zarzut, to kiepska wydajność. Używam go codziennie rano i przy takiej częstotliwości, opakowanie wystarcza na miesiąc. Lubię go jednak tak bardzo, że kupiłam już chyba z siedem buteleczek! Kolejna czeka już w zapasie.

I to już wszystkie produkty, które zachwyciły mnie w 2016 roku. Na chwilę obecną stanowią podstawę mojej pielęgnacji i szczerze przyznam, że stanowią prawie całość tego, co w tej chwili używam. Reszta to tylko dodatki (oprócz kremu pod oczy, ale nie znalazłam jeszcze tego jedynego). Mam nadzieję, że post okaże się przydatny i dzięki niemu, ktoś odnajdzie swój ulubiony kosmetyk, bo tylko wtedy te wypociny mają sens. Pozdrawiam Was ciepło i życzę rewelacyjnych odkryć kosmetycznych w 2017 roku!
Udostępnij ten wpis

14 komentarzy :

  1. Z firmy Skin79 próbowałam żelu kolagenowego. Był świetny. Aloesowego nie znam. Na ten tonik glikolowy mam ogromną ochotę. Może kiedyś zaszaleję. A co do Banii Agaffi to mam z tej firmy swój hit, ale do włosów. Białą myjącą glinkę. Petarda w oczyszczaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alfa jest fajna, ale zastanawiam się, czy nie znajdę tańszego zamiennika. Moja koleżanka zachwyca się tym tonikiem z mazideł z mocznikiem i kwasami :)

      Usuń
  2. Strasznie kusi mnie żel aloesowy, bo mam tyle fajnych sposobów zastosowania go. Ale w chwili obecnej nie mam dla niego miejsca na testy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do olejków przy demakijażu faktycznie warto się przekonać:) Chciałam w ten weekend zamówić olejek Resibo, ale Sylveco zdradziło, że właśnie wypuścili nową serię z olejkiem do OCM i jestem w kropce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta nowinka od Sylveco może być przyjemna :)

      Usuń
  4. Z Twoich ulubieńców znam tylko Babuszkę Agafii, którą od pewnego czasu stosuję;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam tylko płyn Sylveco - bardzo go lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ochotę na ten żel aloesowy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Żel aloesowy oraz maseczka dziegciowa wydają mi się najpopularniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie bardzo lubię maski w płachcie ale ze Skin79 mnie kupują ;) a tą dziegciową też lubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te ze Skin79 też bardzo lubię, ale Dizao są fajniejsze (zwłaszcza placenta, kwas hialuronowy lub czarna boto mask) :)

      Usuń
  9. Muszę w końcu wypróbować maskę w płachcie. Zacznę od tech polecanych rzez Ciebie. Ja z kolei mogę pochwalić serum z kwasem glikolowym LIQ CG, bardzo pomogło mojej cerze. Świetnie złuszcza i wygładza skórę. To mój pierwszy kontakt z kwasami i chyba mogę go zaliczyć do udanych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LIQ CC jest już na moim celowniku, czeka na swoją kolej :) Bardzo lubię też maseczki w płachcie Skin79. Dizao w Radomiu można kupić na stoisku w RHM.

      Usuń
  10. kosmetyki z aloesem bardzo lubię, zawsze używam żelu po depilacji aby ukoić skrę.

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.